Narciarski incentive w Andorze

Jako grupa kilkunastu narciarzy udaliśmy się na poznanie nieznanego nam wcześniej zimowego kierunku - Księstwa Andory.

 

Podróż do tego wysokogórskiego kraju zaczęła się na lotnisku w Barcelonie, skąd udaliśmy się na lunch do miejscowej restauracji, by spróbować tradycyjnych potraw hiszpańskiej i katalońskiej kuchni. Podziwiając piękne widoki po drodze, dotarliśmy do Andory. Pobyt rozpoczęliśmy shoppingiem na głównej ulicy stolicy Andorra La Vella. Po atrakcyjnych zakupach w strefie niskocłowej dotarliśmy do naszej miejscowości docelowej w największym ośrodku narciarskim Pirenejów – liczącym ponad 200 km tras w kilku połączonych wyciągami sektorach.

 

Po kwaterunku i kolacji odbyło się powitalne spotkanie, podczas którego przy lampce wina poznaliśmy ramowy program imprezy i bajecznie zapowiadające się warunki śniegowe na najbliższe kilka dni.

 

Pierwsze dwa dni nasza grupa spędziła bardzo aktywnie – jeżdżąc na nartach po niezmierzonych trasach ośrodka. Po niesamowitej jeździe czekały na nas pierwsze atrakcje après ski. Zostaliśmy zaproszeni na zawody kartingowe – zwycięzca miał zapewnioną specjalną nagrodę-niespodziankę na ostatni wieczór. Jazda kartami po lodzie sprawiła nam niezłą frajdę, wyłoniono też brawurowego zwycięzcę. Przed powrotem do hotelu odwiedziliśmy jeszcze miejscowe bary, w jednym z nich odbyła się degustacja piwa z andorskiego browaru. Z kolei następnego dnia po nartach czekała na nas ciekawa konferencja szkoleniowa. W nagrodę za pilne uczestnictwo... kazano spakować nam tylko najpotrzebniejsze rzeczy i ubrania i opuścić hotel. Mimo późnej pory dowieziono nas na jeden ze znanych już nam stoków narciarskich. Nagle z ciemności wyłoniły się dwa ratraki – nimi z kolei wjechaliśmy po stoku na szczyt zbocza. Tam wreszcie wszystko się wyjaśniło - mieliśmy spędzić noc w lodowym igloo! Po wykwintnej kolacji i imprezie przy muzyce czekały już na nas ciepłe śpiwory i lodowe łoża. Jednak nikt z nas nie zamierzał się jeszcze kłaść, gdyż dostępne były dla nas... ciepłe jacuzzi z widokiem na rozgwieżdżone niebo i drewniana sauna! Dopiero późno w nocy udaliśmy się na spoczynek.

 

Kolejny dzień pobytu, również narciarski, obfitował w dynamiczne atrakcje. Rano po śniadaniu w igloo zjechaliśmy po świeżych trasach jako pierwsi, jeszcze przed otwarciem stacji narciarskiej. Na dole czekały już na nas skutery śnieżne – godzinna wyprawa po najpiękniejszych zakątkach doliny. Potem wróciliśmy na narty, a przed powrotem do hotelu każdy z nas miał okazję poprowadzić jeszcze prawdziwy psi zaprzęg. Wieczorem zaś podzieliśmy się na dwie grupy. Snowboardziści pojechali do oświetlonego w nocy snowparku, by poćwiczyć świeżo nabyte umiejętności, a pozostali udali się do spa na zasłużony relaks po wysiłku ostatnich dni. Zwycięzca lodowego kartingu mógł wreszcie odebrać swoją nagrodę – dowolnie skomponowany zestaw zabiegów i masaż w spa. 

 

Ostatniego dnia, wypoczęci po termalnym wieczorze, wyjechaliśmy rankiem do sąsiedniej doliny, by zobaczyć Pireneje z nowej perspektywy. Tym razem naszym środkiem transportu były balony. Niesamowite widoki na ośnieżone wierzchołki trzech pirenejskich krajów na zawsze zostaną w naszej pamięci. Po wylądowaniu zjedliśmy prawdziwe katalońskie śniadanie: wędliny, górskie sery i prosty, choć przepyszny  pa amb tomàquet (przypieczony chleb nasączony oliwą i pomidorem). Po posiłku dojechaliśmy do kolejnej malowniczej doliny. Tam czekały już na nas jeepy 4x4. Stromą dróżką wjechaliśmy nimi do najwyżej położonej winnicy w Europie. Poznaliśmy metodę tworzenia wysokogórskiego wina oraz jego smak – podczas degustacji. Wśród ośnieżonych winorośli, w przytulnej kamiennej restauracji zasmakowaliśmy w andorskim mięsie z grilla i katalońskich deserach. Pozostałą część popołudnia spędziliśmy na zakupach – tym razem skupiając się na okazyjnych cenowo winach i whisky, zegarkach, biżuterii i luksusowych produktach z andorskiego tytoniu.

 

Wszyscy razem spotkaliśmy się na pożegnalnej kolacji w tradycyjnej andorskiej restauracji, by przy dźwiękach hiszpańskiej muzyki, cavie i pomysłowej calçotadzie (dania z wyśmienitej odmiany katalońskich cebulek) podsumować nasz wyjazd.

 

Ostatnią atrakcją w trakcie naszej podróży była wizyta w browarze w Katalonii, kolejnego ranka, po drodze na lotnisko w Barcelonie. Po ostatniej już degustacji powróciliśmy do kraju – z setkami zdjęć i zakupionymi prezentami dla rodziny i przyjaciół, którzy nie mogli uczestniczyć z nami w tej niesamowitej wyprawie do małego pirenejskiego księstwa...

Powrót do listy